czwartek, 30 marca 2017

"Kolor jej serca"- Barbara Mutch



Dzieje Cathleen Harrington poznajemy od roku 1919, kiedy to młoda wówczas kobieta opuszcza na zawsze rodzinny dom w Irlandii i wyrusza w podróż do Afryki Południowej aby zamieszkać z przyszłym mężem, Edwardem. Jej nowym domem staje się Cradock, miasto położone w Karru, pustynnej krainie z trudną do uprawy ziemią i rzadkimi opadami deszczu. Wyobcowana w nowej ojczyźnie zaprzyjaźnia się ze służącą, Miriam, a później również z jej córką Adą, która to opowiada całą historię życia swojego i „pani Cath”. O ile Cathleen poznajemy głównie z jej dzienników, o tyle Ada mówi do czytelnika w pierwszej osobie – daje się przy tym poznać jako osoba prosta i początkowo niedoświadczona, nieświadoma wielu rzeczy, jednak z biegiem czasu, poznawszy realia życia poza Cradock House staje się osobą mądrą życiowo i rozważną. Autorka nakreśliła postać Ady jako dziewczyny inteligentnej, ale niewykształconej.
Los nie oszczędza żadnej z dwóch bohaterek. Chociaż Cathleen doczekała się dwójki swoich dzieci, to obecność Ady będącej w podobnym do nich wieku, staje się dla niej pociechą w trudnych chwilach życia. Kiedy pani domu orientuje się, że Ada to inteligentna i utalentowana dziewczyna, podejmuje starania o przyjęcie jej do szkoły, a gdy to się nie udaje, sama uczy młodą służącą pisać, czytać, liczyć. Najważniejszym elementem edukacji okazuje się jednak gra na fortepianie, która staje się pasją obu kobiet i sposobem na radzenie sobie z przeciwieństwami losu. Ponad wszystko Ada wykazuje talent do muzyki i od teraz gra na fortepianie będzie jej sposobem na życie, będzie jej towarzyszyć przez całe życie, a czytelnikowi do ostatnich stronic książki.
Kiedy pani Cradock House wyjeżdża na pewien czas do córki, Ada pozostaje jedynie z panem. Jest młodą, piękną kobietą, a źle pojęte poczucie obowiązku i brak własnej woli każe jej ulec wobec pracodawcy. W efekcie zachodzi w ciążę i odchodzi ze służby. Dopiero później dowiaduje się, że jej dziecko będzie mieszanej rasy. Dziewczynie przyjdzie zmierzyć się z tym faktem, żyć ze świadomością, że jej córka nie będzie nigdzie przynależeć. Do tego dochodzi ciężka i pogarszająca się jeszcze sytuacja czarnych mieszkańców Karru w obliczu umacniającego się apartheidu. Przez długie lata Ada będzie skazana na wstyd z powodu grzechu z białym mężczyzną, ciągłą obawę o bezpieczeństwo swoje i córki. Z czasem Ada orientuje się, że chociaż jest czarna, to ma prawo odmawiać i postępować według własnej woli. Po powrocie do Cradock House odradza się zażyłość dwóch kobiet i trwa aż do śmierci Cathleen. Ta przyjaźń pomoże im przetrwać najtrudniejsze chwile.
Autorka przedstawiła historię dwóch odmiennych kobiet, które różniło prawie wszystko – kolor skóry, wykształcenie, pozycja społeczna. Mimo tych różnic obie stały się sobie niezwykle bliskie, łączyła je nie tylko przyjaźń, ale też zażyłość typowa dla matki i córki. Chociaż pochodziły z różnych światów, łączyła je miłość do muzyki, hart ducha i troska o swoich bliskich. A wszystko to dzieje się na tle umacniającej się polityki apartheidu, co jest dodatkowym plusem książki. Barbara Mutch umieszcza swoje bohaterki w konkretnym miejscu i czasie w historii świata, co stanowi kolejny walor powieści.  Takie umiejscowienie postaci pozwala pisarce nakreślić obraz życia codziennego w Cradock po „czarnej” stronie rzeki, postawę czarnych mieszkańców wobec segregacji rasowej, ich walkę o przetrwanie, myśli o rewolucji i bunt wobec restrykcji nałożonych przez  białych mieszkańców miasta.
Znalazło się tu miejsce na wiele sprzecznych emocji, wiele refleksji i wzruszeń. Jest niespełniona miłość, niezłomna przyjaźń, zagubienie, wewnętrzne rozdarcie oraz wszechobecna muzyka. Jest to lektura o odwadze, samozaparciu, oddaniu, dumie, o godności człowieka, o utracie bliskich ale też o nadziei na lepszą przyszłość. Taką właśnie nadzieję daje budująca postawa obu bohaterek. Taką wreszcie nadzieję budzi zakończenie powieści – Ada staruszka doczekała się zniesienia apartheidu, co oznacza lepszą przyszłość dla jej kolorowego wnuka. Piękna historia o trudnym, ale pięknie przeżytym życiu. Polecam gorąco.
Opracowała:MK

środa, 29 marca 2017

"Kopciuszki na tronach Europy"-Iwona Kienzler


Przyznać musze, że tytuł na pierwszy rzut oka wydaje się przesadzony. Trudno bowiem o Elżbiecie Granowskiej – bogatej wdowie,  Annie Boleyn – wychowanki francuskiego dworu czy Zofii Von Chotek aby mieszkały w siermiężnych chatach. Do tego opisu jedynie pasuje Marta Skowrońska córka litewskich chłopów, późniejsza Katarzyna I, żona cara Piotra I Wielkiego.
Jest to książka traktująca o mniej lub bardziej znanych, często pikantnych, ale też
i tragicznych faktach z życia panujących w Europie na przestrzeni wieków. Stylem przypomina książki Sławomira Kopra, który na spotkaniu w Zalasowej w maju 2016 roku nadmienił, że ma wielu naśladowców. Czy Iwona Klezner jest jedną
z nich – bardzo możliwe, gdyż książkę wydało wydawnictwo Bellona, z którym wcześniej współpracował  S. Koper. To w nim zaczęły pojawiać się jego książki popularno – historyczne takie jak „Kobiety w życiu Mickiewicza”, „Życie prywatne elit dwudziestolecia…”, które na własny użytek  nazywam pop-naukową.  Sławomir Koper zaprzestał swoją współpracę z wyd. Bellona,  przenosząc się do wyd. Czerwone i Czarne. Śmiem twierdzić, że p. Iwona zajęła jego miejsce pisząc takie pozycje jak niniejsza czy też  „Wierny mąż niewiernych żon. Władysław Jagiełło”, „Życie miłosne polskich królów z dynastii Wazów” lub „Europa jest kobietą. Romanse i miłości sławnych Europejek”.
W książce znajdziemy wiele ciekawostek z życia Kaliguli i Cezoni, Teodory – żony Justyniana Wielkiego cesarza wschodniorzymskiego. Tragiczną historię Anny Boleyn – drugiej zony Henryka VIII, znamy chyba wszyscy, była wielokrotnie filmowana. Pozostając w kręgu Anglii poznamy równie tragiczną historię Marii Stuart. Wiek XVI był krwawy nie tylko w historii Anglii, ale również Szwecji co możemy wyczytać z rozdziału o Eryku XIV i Karin. Mamy również historię Władysława Jagiełły i Elżbiety Granowskiej, który w dojrzałym wieku odnaleźli szczęście. Dla króla było to trzecie, dla Elżbiety czwarte małżeństwo.
Książkę czyta się lekko, jest napisana językiem prostym, miejscami potocznym, daty ograniczone są do niezbędnego minimum. Wszystko to sprawia, że mamy wrażenie jakbyśmy czytali powieść obyczajowo – historyczną. Dla historyka nie będzie ona zbyt przydatną pozycją, ale dla czytelnika, którego nie interesuje fikcja literacka jest dobra alternatywą.

Opublikowała:MZ


piątek, 10 marca 2017

Bracia Burgess- Elizabeth Strout



                  

Elizabeth Strout to amerykańska pisarka dobrze znana polskiemu czytelnikowi  jako autorka bardzo dobrze przyjętej powieści  ”Mam na  imię Lucy”. Nakładem wydawnictwa Wielka Litera ukazała się jej kolejna książka  pt. „Bracia Burgess”, oparta na faktach, w której autorka wykorzystała swoje prawnicze wykształcenie. 
Tytułowi bracia, Jim i Bob, to właśnie prawnicy z Nowego Jorku. Poznajemy jeszcze ich siostrę – Susan – bliźniaczkę Boba, która pozostała w ich niewielkiej, rodzinnej miejscowości Shirley Fall w stanie Main.
Jim jest wziętym prawnikiem, faworyzowanym w dzieciństwie przez surową matkę, dorastającym     w przeświadczeniu, że jest kimś naprawdę wyjątkowym, będącym w stanie osiągnąć wszystko. Szybko pnie się po szczeblach kariery, jest typowym egoistą, dla którego liczy się tylko on sami  i  jego sprawy. Ludzie chętnie pytają go o zdanie, występuje często w telewizji i otrzymuje ogromne honoraria, dzięki którym jest niezależny od majątku swojej bogatej żony. Będąc od dziecka oczkiem  w głowie niezbyt uczuciowej matki, utwierdzanym przez nią w przekonaniu, że jest najlepszym z jej potomstwa, traktuje innych z wyższością. Ciągle drwi z brata, odnosi się do niego z pogardą,  z satysfakcją  wytyka mu jego rzekome nieudacznictwo.
Bob w karierze zawodowej nie osiągnął nawet połowy z tego, co jego starszy brat .Rozwiódł się        z żoną, nie miał dzieci, miał natomiast narastający problem alkoholowy. Stanowi właściwie przeciwieństwo swojego brata, jest lubiany przez otoczenie, wrażliwy na krzywdę bliźniego, starający się pomóc wszystkim ludziom na swojej drodze. Jego życie zostało naznaczone tragedią z dzieciństwa, gdy jako czterolatek na skutek nieszczęśliwego wypadku przejechał samochodem własnego ojca.  
Susan Burgess,  jedyna z trójki rodzeństwa pozostała w rodzinnych stronach i nigdy nie rozwinęła kariery zawodowej. Źle traktowana przez oziębłą matkę, która nie lubiła dziewczynek, straciła kompletnie pewność siebie i odwagę, potrzebną do realizacji planów i marzeń. Skupiła się na rodzinie, ale nie była wstanie utrzymać związku z mężem i od lat jest samotną matką, wychowującą bez powodzenia trudnego w obyciu syna.
I tak rodzeństwo Burgess żyje każde swoim życiem, trzymając się z dala od siebie do momentu,        gdy nastoletni Zachary Olson, syn Susan, w czasie ramadanu (świętego miesiąca postu dla muzułmanów na całym świecie)  wrzuca do meczetu podczas modlitwy zamrożony świński łeb.         W Shirley Falls rozpętuje się istne piekło, także z uwagi na dużą grupę uchodźców z Somalii,             z którymi małe miasteczko nie może sobie poradzić. Rozpoczyna się śledztwo, gorący temat nie schodzi z pierwszych stron gazet oraz głównych wiadomości. Przerażona Susan dzwoni do Boba,       a ten z kolei do Jima, który jednak nie spieszy z pomocą zasłaniając się nadmiarem pracy i brakiem wolnego czasu. Tymczasem Bob natychmiast wyrusza do rodzinnej miejscowości, by dać siostrze wsparcie, bo przecież jest prawnikiem, którego jej syn bardzo potrzebuje. To, co miało być tylko głupim wybrykiem nastolatka, zostaje potraktowane jako przestępstwo na tle wyznaniowym  i rasowym. W końcu także i Jim pojawia się w miasteczku…
W obliczu nieoczekiwanych problemów rodzeństwo próbuje zrozumieć swoją historię, zaakceptować wzajemne trudne relacje, wyjawić skrywane od wielu lat tajemnice.  Autorka powoli i dokładnie analizuje kolejne fakty, które miały wpływ na życie rodziny Burgess, ukazując coraz większy fragment rodzinnej układanki, która jest przesiąknięta smutkiem, żalem i bólem, który nosi w sobie każdy z bohaterów. Widać, że dla pisarki nie tyle wydarzenia są najważniejsze, ile uczucia skrywane pod fasadą codzienności, wewnętrzne napięcia, które buzują w każdym z nas i życie zwyczajne, ale tylko z pozoru.
Elizabeth Strout w „Braciach Burgess” pokazuje nam, jak bardzo przeszłość wpływa na nasze życie, na naszą teraźniejszość, ile warte są relacje międzyludzkie. W tej powieści, podobnie jak to dzieje się po wielokroć  w realnym życiu, rodzinie udaje się przezwyciężyć przeciwności okazując sobie wsparcie, szacunek i miłość. To bardzo budujące  i podnoszące na duchu przesłanie.                            Wielbicieli spokojnej, niebanalnej powieści zachęcam do sięgnięcia po „Braci Burgess”.  
M.T.



piątek, 30 grudnia 2016

„Chłopiec duch. Prawdziwa opowieść o cudownym powrocie do życia”-Martin Pistorius


            Człowiek w różnych dziedzinach życia osiągnął już bardzo wiele. Jedną  z tych dziedzin jest medycyna, której postępy wprawiają nas coraz częściej w zdumienie i podziw. Mimo to pojawiają się czasem nowe  choroby, wobec  których lekarze są bezradni.  O takiej sytuacji opowiada książka „Chłopiec duch”.
              Martin do dwunastego roku życia był zwyczajnym, zdrowym dzieciakiem, chodził do szkoły, spotykał się z przyjaciółmi, grał w piłkę, po prostu jak każdy normalny chłopiec. Któregoś dnia poczuł się gorzej. Słabł dosłownie z godziny na godzinę, pojawiły się problemy z pamięcią, kolejno wszystkie funkcje ciała zaczęły odmawiać posłuszeństwa. Z czasem zupełnie stracił siły i nie był w stanie samodzielnie wykonać najprostszej czynności. Dziecko na oczach zrozpaczonej rodziny, zaczęło się zamieniać w „roślinę”. Lekarze, rozkładając ręce, byli w stanie jedynie stwierdzić, że chłopiec nie wiadomo dlaczego cofnął się w rozwoju, a rodzina powinna być przygotowana na jego rychłą śmierć. Jakby na przekór lekarskim diagnozom Martin nadal żył, choć udręka, w jakiej żyła cała rodzina wydawała się być ponad siły domowników. Chłopca postrzegano jako skorupę człowieka, która w każdej chwili może się rozsypać. Nikt nie zdawał sobie sprawy z faktu, że mózg chłopca pozostał zupełnie sprawny!  Miesiącami, w końcu latami, Martin trwał. Rodzice całkowicie poświęcili czas dla syna, rezygnując z pracy zawodowej, bo mimo wielu załamań        i świadomości, że ich dziecko może w każdej chwili umrzeć, nadzieja na poprawę nadal w nich się tliła. W końcu nadszedł dzień, kiedy okazało się, że Martin potrafi się uśmiechnąć i nawet kiwnąć leciutko głową. Dla rodziców był to istny cud, dla lekarzy jednak nie. Oni nadal twierdzili, że to tylko chwilowe polepszenie stanu zdrowia, po którym może być tylko gorzej. A Martin po czterech latach kompletnego paraliżu powrócił do stanu pełnej świadomości, bez możliwości nawiązania jakiejkolwiek komunikacji z otoczeniem. O swoim stanie dowiedział się wszystkiego słuchając rozmów, jakie odbywały się przy nim, ponieważ nikt nie zwracał się bezpośrednio do niego. Był po prostu nadal chłopcem – duchem. Nikt nie miał pojęcia,  że  w sparaliżowanym ciele tkwi sprawny umysł. Wszystko zmieniło się w chwili, gdy opiekująca się nim wolontariuszka w jego drobnych gestach dostrzegła rozumną, dorosłą osobę,  usiłującą nawiązać kontakt ze światem. Od tej chwili rozpoczyna się niesamowicie trudny proces powrotu Martina do aktywnego życia. Dzięki olbrzymiej pomocy wielu ludzi, dzięki gigantycznej sile woli i umysłu chłopiec – duch stał się normalnym uczestnikiem życia społecznego. Nauczył się, jak ponownie rozmawiać z rodziną, jak wykonać proste czynności, wreszcie jak samodzielnie zadbać o samego siebie. Dziś jest spełnionym, szczęśliwym człowiekiem mimo przeciwności, które wydawały się nie do przezwyciężenia. Historię Martina powinien poznać każdy. Gorąco zachęcam do lektury.

M. T.
 
 

 

piątek, 25 listopada 2016

Faraon…”szczerze nie tylko o sobie”

Jerzy Zelnik znany nam wszystkim aktor telewizyjny, filmowy i  teatralny doszedł do tego punktu w swoim życiu, który skłania do podsumowań i refleksji. W życiu większości z nas przychodzi pewien wiek kiedy potrzeba pozostawienia po sobie - jak ja to nazywam, -„swojej wersji wydarzeń” jest bardzo silna, z tym, że nie każdy ma tę odwagę, by przenieść to na papier i upublicznić. Każda bowiem autobiografia ma tę jedną wadę i cechę nieodłączną, że jest subiektywna.  Biorąc ją do ręki należy o tym pamiętać. Tak jak należałoby przeczytać dany news z dwóch różnie skrajnych źródeł, a najlepiej z trzech, czterech stron i dopiero wtedy silić się na komentarze.
Ale wracając do naszego „Faraona” owo „szczerze” również może być subiektywne i raczej intencjonalne.  Świadczy o tym chociażby wspomnienie o relacjach między Zelnikiem a Anną Dymną na planie „Królowej Bony” czy „Epitafium dla Barbary Radziwiłłówny. Jak pokazują różne sugestie w zasobach sieci Pani Dymna zgoła inaczej odbierała stosunki „z Jurkiem”, które ten opisuje jako bardzo intymne. Aktora miał powiedzieć, że „Jurkowi jest ciężko i ratuje się takimi opowiastkami”.  Nie będziemy się teraz zajmować  roztrząsaniem tej kwestii. Przyznajmy jednak prawo różnego odczuwania jednej sytuacji przez dwie różne osoby. Faktem jest raczej burzliwe życie towarzyskie młodego Zelnika, co zresztą sam przyznaje.
Intencji szczerości na pewno nie można odmówić Jerzemu Zelnikowi.  Brak w tej biografii prób postawienia sobie pomnika za życia, jak to czynią niektórzy celebryci, wybielania się w oczach fanów, czytelników. Książka ma nawet pewne cechy ekshibicjonizmu czy może spowiedzi, bowiem aktor szczerze jak na spowiedzi wyznaje swoje grzechy młodości jak brak wierności, wspólna decyzja o aborcji. Otwarcie, ale bez patosu, trochę z humorem i dystansem do siebie mówi o swojej przemianie wewnętrznej. Jerzy Zelnik jasno się określa jeśli chodzi o religijne i polityczne i daje temu wyraz nie tylko w książce, ale także swoją działalnością publiczną.
Jest oczywiście w tej niewielkiej książce sporo faktów o poszczególnych rolach, o życiu osobistym, o jedynym  małżeństwie z Urszulą, o wspólnej pasji podróżowania,  o zmaganiu się z jej chorobą, a w końcu śmiercią.  „Nie starałem się stworzyć typowej autobiografii, zbioru wspomnień pisanych z kronikarską dokładnością”  pisze we wstępie autor. I takie wrażenie pozostawia owa książka: Jerzy Zelnik w dojrzałym okresie swojego życia, napisał to co chciał by o nim zapamiętano.
M<Z 

Bóg dał mi kopa w górę… Historia Urszuli Meli.


Trochę przewrotne stwierdzenie i zaskakujące…
Gdy nas spotyka coś złego często szukamy winowajcy, jakiegoś kozła ofiarnego… Czasem jest nim drugi człowiek , czasem my sami, ale najczęściej jest nim Bóg, raczej cichy i małomówny, więc bezbronny. Mówimy wtedy: „Dlaczego mi to zrobiłeś, dlaczego to dopuściłeś”, „Gdzie byleś Boże wtedy i wtedy, kiedy działo mi się coś złego?”, „Gdzie był Bóg…?”
Urszula Mela miała co najmniej trzy momenty

w życiu, w których tak mogłaby zawołać: śmierć  młodszego syna, pożar domu i utrata dobytku życia oraz wypadek Jaśka. Dla niejednej rodziny jedno tylko takie wydarzenie mogłoby stać się drogą na dno „czarnej dziury” rozpaczy i końca wszystkiego. Rodzinę Melów spotkały wszystkie trzy.
Urszula Mela  długo była tłem dla swego syna Jaśka, którego osiągnięcia wszyscy znamy. W tej książce pokazuje ona swoją drogę przez życie, sposób zmagania się z tym co życie przynosi, swój ogląd sprawy.
Szczerość i prostota to to, co wybija się na czoło kiedy opisuje ciężkie momenty,  własne przechodzenie przez wszystkie etapy straty, żałoby i ciężkich doświadczeń. Wszystkie trudne wydarzenia potraktowała jak trampolinę w górę, wszystkie one okazały się budujące. Właśnie dzięki nim odnalazła sens, swoja drogę do Boga, nauczyła się oddzielać rzeczy ważne od bzdur. „Niezbadane są ścieżki, na których Bóg spotyka człowieka” tym cytatem z Fiodora Dostojewskiego podsumowuje swoją kręta i wyboistą drogę do Niego. Sama nie uważa się za osobę silną, choć wszyscy o niej tak mówią.   Doświadczyła, że kiedy tego było potrzeba pojawiała się siła, pomoc ludzi i dużo dobrego. Mówi, że dzielenie się bólem stwarza przestrzeń między ludźmi, w której wiele może się wydarzyć. Dlatego dzieli się swoja radością z odkrycia wiary i sensu wszystkiego co  ją spotkało.
Jeśli Bóg daje kopa…to tylko w górę.
Książka ukazała się w 2016 roku w wydawnictwie ZNAK, jest wywiadem - rzeką Katarzyny Węglarczyk. Polecam wszystkim, których interesuje prawdziwe życie. Znajdziecie tam wiele głębokich i zaskakujących myśli, nad którymi nie sposób się nie zatrzymać. 
M<Z

sobota, 29 października 2016

Wolontariuszka - Marek Harny



Czy wychowanie bez ograniczeń, uprzedzeń, stawianie wszystkiego na wyciągnięcie ręki, wystarczy dziecku do pełni szczęścia? Zdawałoby się, ze tak, bo przecież Agnieszka – tytułowa bohaterka „Wolontariuszki” – posiada kochających i zamożnych rodziców, ma zaplanowane studia, akceptowany przez rodziców związek, przyszłość jawi się jej w sposób jasny, spójny i optymistyczny. Mimo to, a może właśnie dlatego, dziewczyna postanawia zająć się wolontariatem – chce zostać streetworkerką i wziąć udział w akcji wymiany strzykawek. Tej decyzji nie pochwalają oczywiście jej rodzice, są oburzeni, a jej wpływowy ojciec robi wszystko, aby zaszkodzić tym, którzy jego zdaniem „namącili córce w głowie”... To właśnie w środowisku narkomanów spotyka Agnieszka osoby, które wpłyną na jej późniejsze decyzje i dalsze życie. Spośród nich najważniejszą postacią okazuje się Michał – mężczyzna o kilka lat starszy od dziewczyny, który niejedno już w życiu przeżył, m.in. młodzieńczy bunt, imprezy, ćpanie, bójki. Teraz ma już to za sobą i sam jest wolontariuszem, chociaż nie przestał szukać właściwej dla siebie drogi życiowej. Całe życie musiał walczyć o siebie, później o uzależnionych, a wreszcie o swoich najbliższych... Oboje młodych ludzi scala postać Szymona, kontrowersyjnego terapeuty, którego metody pracy z uzależnionymi, przez niektórych są wręcz potępiane.
Ta historia to nie tylko miłość dwojga młodych ludzi. Jest tu miejsce na trudne wybory, próbę uporania się z przeszłością, lojalność, zasady, przyjmowanie odpowiedzialności za drugiego człowieka. Młodzi bohaterowie muszą podjąć dramatyczne decyzje, a później zmierzyć się z ich konsekwencjami. Marek Harny stworzył ciekawą, nietuzinkową i mądrą powieść o popełnianiu w życiu błędów oraz o ponoszeniu konsekwencji niewłaściwych wyborów. Sama opowieść, tak jak jej bohaterowie, jest realistyczna, prawdziwa, bez niepotrzebnego przejaskrawienia czy przesady. Książka wielowątkowa, barwna, pouczająca, skłania do przemyśleń, ale nie moralizuje. Powieść czyta się lekko, jednym tchem, bez wysiłku. To zasługa nie tylko ciekawej historii czy poruszenia w niej wielu problemów społecznych (oprócz narkomanii mamy tu np. walkę o prawa rodzicielskie, niedoskonały system prawny, problem wiary), ale też doskonałego języka literackiego. Świetna fabuła opowiedziana po mistrzowsku sprawia, że „Wolontariuszkę” warto polecić każdemu miłośnikowi dobrej, ambitnej literatury. Warto zaznaczyć, że książka, wbrew pozorom nie jest romansem, ale dobrze pomyślaną, wielowątkową powieścią obyczajową. Gorąco polecam.
 MK