Po pierwszych 30 stronach byłam książką zniesmaczona, dużo mi w niej zgrzytało i uwierało. O ile opowieść Alice była dla mnie przekonująca, o tyle opowieść Aliny drażniła. Sposób opisania sytuacji w rodzinie z dzieckiem autystycznym przypadł mi do gustu i był dla mnie wiarygodny. Opis ataku Eddiego w sklepie naprawdę mnie zainteresował i ciekawa byłam, jak się rozwiąże cała ta sytuacja. Widać, że autorka odrobiła swoją lekcję, a konsultacje z Asleihgt Finch zostały dobrze spożytkowane.
Gorzej było z rozdziałami pisanymi z punktu widzenia Aliny. W
pierwszej chwili pomyślałam złośliwie: „Tak to jest, kiedy Australijka zabierze
się za opisywanie historii z II wojny światowej w Europie”. W chatach wiejskich
„salon” zamiast izby, sposób wyrażania się i elokwencja bijąca od prostych
rolników z podtrzebińskiej wsi – bardzo mnie to drażniło. Dialogi są rażąco niedostosowane
do statusu społecznego bohaterów, sztuczne i „przegadane”. Być może polska
redaktorka lub tłumaczka nie były wyczulone na tego typu sprawy. Myślę, że
wystarczyłaby delikatna sugestia, a całość prezentowałaby się o niebo lepiej.
Diabeł, jak zawsze, tkwi w szczegółach i to one nadają smak
całej powieści. Sprawiają, że czytelnik nie czuje jak dziecko, któremu trzeba
wszystko dopowiedzieć, bo samo się nie domyśli. Podobnie w opisach i charakterystykach
postaci, motywów ich działania – wszystko mamy podane na tacy. Ja jednak lubię,
kiedy autor zakłada, że jego czytelnik jest inteligentny
Na tym zakończę dodawanie dziegciu. Teraz łyżka miodu.
Trzeba przyznać uczciwie, że ogólna znajomość realiów II wojny
światowej w Polsce autorki, zważywszy, że jest ona Australijką polskiego
pochodzenia, również mogę ocenić na poprawny i wystarczający…dla niepolskiego
czytelnika. I choć mam pewien niedosyt, to historia ucieczki na wschód, pobyt w
obozie Buzułuku nie wzbudzała większych wątpliwości.
Natomiast sama fabuła – historia Aliny Dziak, Tomasza Śląskiego
i Saula Weissa – niesamowita, ale dlatego, że w dużej mierze napisana przez
życie, które przecież pisze najbardziej niewiarygodne, ale najbardziej poruszające
historie. Czytając moment rozmowy dwóch staruszek przez FaceTime, popłakałam
się.
I dla tego fragmentu, warto tę książkę przeczytać.
MZ
Kelly Rimmer, „Tego ci nie powiedziałam", Znak Horyzont 2022 r.
x



