Jest to książka nietypowa jak na dzisiejsze czasy.
Kto dziś pozwoli sobie na
takie „marnotrawstwo”? Siedzieć i łuskać fasolę. Poświęcić czas na tak długą
rozmowę… z samym sobą. Czy współczesny, zabiegany człowiek jest w stanie przeczytać
czterystustronicowy monolog? Dziś musimy się do tego zmuszać. Świadomie podjąć
decyzję nieoglądaniu, niesłuchaniu, nieskrolowaniu, przesiedzeniu pięciu minut
bezczynnie.
Warto podjąć ten wysiłek terapeutyczny.
Ta książka mnie do tego
zmusiła. Drażniła wielością powtórzeń, przydługimi opisami. Cała jest
zakotwiczona w słusznie minionym PRL-u, ale także w wojnie. Tyle już o tym napisano.
Czy coś da się tu jeszcze dodać?
A jednak książka przyciągała
mnie do siebie. Zaciekawiła. Czy za kolejnym zakrętem akapitu nie zaskoczy znów
perełką w stylu: „Dziwi się pan, że wyrzuty sumienia można dziedziczyć. Jak
wszystko, jak wszystko, drogi panie. Musimy dziedziczyć, w przeciwnym razie, to
co się stało, będzie się wciąż powtarzać”.
Jest to traktat o życiu, spowiedź
człowieka dojrzałego, rozrachunek z życiem.
Autor-narrator potrafi każdemu wydarzeniu, przypadkowemu spotkaniu, nawet gestowi nadać znaczenie. Noszenie brązowego, pilśniowego kapelusza urasta do rangi symbolu. Podobnie jak łuskanie fasoli.
Dla mnie to wyłuskiwanie sensu życia z pojedynczych zdarzeń.
ZM
Wiesław Myśliwski, Traktat o łuskaniu fasoli. Znak 2007.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz